Pokazywanie postów oznaczonych etykietą school. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą school. Pokaż wszystkie posty

wtorek, lutego 17, 2009

Return...of the Jedi

Ferie jak się zaczęły, tak szybko się skończyły. Zawitałam znów na uczelnie, pełna dobrej nadziei i woli po to, by już drugiego dnia zdołować się ilością zadań, kolokwiów i prac semestralnych (wtf, jest dopiero luty!). Załamałam się od razu, pomimo tego, że od dwóch tygodni spokój i uśmiech gościł na mojej twarzy. Oznacza to więc, że tak naprawdę jestem totalną pesymistką, która miewa rzadkie dni radości - co trochę mnie martwi, bo nie chcę, żeby moja egzystencja wyglądała w ten sposób cały czas. Według mojej chorej kalkulacji ciągle miewam upadki, a tymczasowe wzloty tłumaczę zwykłym szczęściem, co więcej, nie potrafię się z nich cieszyć dłużej niż 5 minut. A nie od dziś wiadomo, że nasze Szczęście składa się z "małych szczęść", których ja nie umiem docenić...
Czy to się kiedyś zmieni? Mam głęboką nadzieję... A tymczasem idę rozpaczać nad moim losem biednego studenta...

poniedziałek, lutego 02, 2009

Historia nie notowała takich przypadków

Jestem po egzaminie z historii. Tragedia, dno i trzy metry mułu. Królowie polscy przewracają się w grobie, rzucają klątwy, historycy całego świata śmieją się i wyzywają mnie od heretyków. A ja poprostu nienawidzę historii, jest ona dla mnie nielogiczna, bezsensowna i absurdalna. A historia Polski zwłaszcza. I możecie mnie za to ukrzyżować, ale nie znoszę tego przedmiotu i pewne jest to, że nigdy go nie polubię. Tak jak matmy, fizyki i chemii. W każdym razie moje odpowiedzi na pytania nie były powalające, a na pewno nijak miały się do tego, co chciałby przeczytać pan egzaminator. No trudno, proszę pana, minęliśmy się trochę. Do zobaczenia na poprawce ;)

środa, stycznia 28, 2009

It's study time, baby!

Chciałabym być wyjątkowa. Chciałabym pójść tam, zobaczyć ich wszystkich zmęczonych, czekających z tymi pieprzonymi zielonymi książeczkami w rękach, zasypiających na korytarzu. Chciałabym móc im wszystkim powiedzieć: "Spadajcie frajerzy, mnie to nie dotyczy!" ale nie mogę. Mnie też czeka sesja i niestety od niej nie ucieknę. Przyłapuję się już na tym, że po nocach marzę o wykładowcach, którzy bez mrugnięcia okiem zaliczają mi wszystkie egzaminy. To nie jest normalne, prawda? No ale cóż, zawsze miałam taki stosunek do nauki, przejmuję się tym jak cholera i niestety nic na to nie poradzę. Jedynym wyjściem jest dożylne przyjmowanie herbaty z melisy i modlitwa do wszystkich bóstw kosmosu o trzymanie kciuków za mnie.
Zresztą, jeszcze jest dużo czasu...dużo czasu...posłucham sobie muzyki i obejrzę kolejny odcinek Dr House'a, a nauka historii poczeka... ;)